Archive for December, 2014

h1

Dmitry Glukhovsky – Metro 2034

December 2, 2014

metro_2034Opis (merlin.pl):

Żyją w świecie, w którym nie ma jutra. Nie ma w nim miejsca na marzenia, plany, nadzieje… Uczucia ustępują tu instynktom, a najważniejszy z nich każe przeżyć. Za wszelką cenę przeżyć.

Rok 2034. Od pamiętnych wydarzeń, które początek i finał miały na stacji WOGN, minął niespełna rok. Czarni, ponoć śmiertelne zagrożenie dla tych nielicznych, którzy w czeluściach moskiewskiego metra przetrwali atomową apokalipsę, zniknęli na dobre, zgładzeni przez Artema i jego towarzyszy.
Na drugim krańcu metra mieszkańcy Sewastopolskiej toczą walkę o przetrwanie z nowymi formami życia, wdzierającymi się do tego ostatniego schronienia ludzkości. Los stacji i jej mieszkańców zależy od dostaw amunicji, a te nagle ustają. Karawany giną bez wieści, urywa się łączność.

Z zadaniem wyjaśnienia zagadki i przywrócenia dostaw wyruszają: młody Ahmed, leciwy, niespełniony kronikarz metra Homer i Hunter, który niegdyś zaginął wśród czarnych, a teraz się odnalazł, choć jego tożsamość budzi wątpliwości… Do wyprawy dołącza Sasza, córka wygnanego naczelnika Awtozawodskiej.

Kim naprawdę jest Hunter? Czy odwzajemni uczucie, jakim obdarzyła go Sasza? Jaką tajemnicę skrywają mroczne tunele? I czy garstce śmiałków uda się ocalić tych nielicznych, którzy przetrwali zagładę?

Ocena: 9/10

Druga książka o świecie mieszkańców metra. Zupełnie inna. Myślę, że warto najpierw przeczytać pierwszą część. Jesteśmy już zaznajomieni z życiem bez światła, ze stworzeniami, które w każdej chwili mogą zaatakować w mroku. Tym razem autor uderza w nas uczuciem totalnej samotności. Los Saszy to doświadczenie nieludzkiego okrucieństwa, braku jakichkolwiek uczuć. Skazana z ojcem na wygnanie (okazuje się, że to możliwe nawet w takim świecie jak kanały metra), została odcięta od jakichkolwiek kontaktów z ludźmi. Oprócz niej mamy wątek główny czyli zagadka stacji, z którą nie ma kontaktu. No i Homer – starzec, który czuje, że nadchodzi kres jego losów i chce zostać zapamiętanym, chce napisać książkę. A nad tym wszystkim Hunter, który walczy ze wszystkimi, łącznie z samym sobą (a raczej ze swoim drugim ja). Dla mnie ta książka pozbawiona jest wad pierwszej części (powtarzający się schemat spotykania przez Artema kolejnych postaci, które umierają), natomiast wzbogacona o bardzo interesujące postaci. Ograniczając ilość stron, autor wniósł bardzo wiele do świata Metra.

Advertisements
h1

Neil Gaiman – Click-Clack the Rattlebag

December 2, 2014

clickClackOpis (a few words from Neil):

A few years ago, I blogged about an idea I had for a new Halloween tradition…. I proposed that, on Hallowe’en or during the week of Hallowe’en, we give each other scary books. And so All Hallows’ Read was born. This year, I decided to make the tradition Audible. Literally. We have been telling each other tales of otherness, of life beyond the grave, for a long time; stories that prickle the flesh and make the shadows deeper and, most important, remind us that we live, and that there is something special, something unique and remarkable about the state of being alive. Happy Halloween!

Ocena: 9/10

Króciutka historia, której słucha się z przyjemnością. To typ opowieści, którą opowiada się wieczorem przy ognisku, żeby trochę postraszyć zebranych wokół. Opowiadane niby dla żartów, zasiewają ziarno niepewności i powodują, że człowiek mimo woli ogląda się za siebie… I z lekko przyspieszonym biciem serca wkłada rękę do ciemnego pokoju, żeby zapalić światło… ;)

h1

Bram Stoker – Lair of the White Worm

December 2, 2014

lair_of_the_white_wormOpis (en.wikipedia.org):

The Lair of the White Worm (also known as The Garden of Evil) is a horror novel by Irish author Bram Stoker. It is partly based on the legend of the Lambton Worm. The book was published in 1911 by Rider and Son in the UK, the year before Stoker’s death, with color illustrations by Pamela Colman Smith. In 1925, it was republished in a highly abridged and rewritten form. Over a hundred pages were removed, the rewritten book having only twenty-eight chapters instead of the original forty. The final eleven chapters were cut down to only five, leading some critics to complain that the ending was abrupt and inconsistent.

Ocena: 5/10

To chyba jedna z niższych ocen, które dałem książce w tym spisie, a najniższa jaką oceniłem audiobook. Książka napisana jest językiem angielskim z początku XX w. Czy to możliwe, że zbyt mało zrozumiałem? Na początku faktycznie miałem kłopot z dziwnym słownictwem, ale zawsze mogłem przerwać słuchanie i sprawdzić znaczenie, gdy uciekał mi kontekst.

Na początku powinienem jeszcze napisać, że pierwszy raz postanowiłem słuchać audiobooka po angielsku, jednocześnie śledząc tekst na Kindle’u. Niestety nie polecam takiego rozwiązania. Wymagało to ode mnie 4 równoczesnych czynności –  1) słuchania po angielsku, 2) tłumaczenia sobie w głowie słów, które słyszę, 3) śledzenia tekstu, który dopasowywałem do tego, co słyszę, 4) chyba najważniejsze – poznawania historii, którą autor opisał. Najgorzej niestety szło z tym ostatnim – momentami rozumiałem słowa, ale nie wiedziałem o czym jest książka. Kolega namawia mnie do spróbowania słuchania audiobooka sprzężonego z aplikacją, która podświetla słuchany tekst (na zasadzie karaoke). Niestety wymagałoby to czytania na telefonie, ewentualnie na tablecie, na co nie mam najmniejszej ochoty. W przyszłości będę więc albo czytał, albo słuchał.

Historia sama w sobie też nie porywa. Wydaje mi się, że autor trochę zmarnował potencjał legendy, co jeszcze zostało spotęgowane tym, że książka została w kolejnym wydaniu tak bardzo okrojona. W praktyce czuć jak niektóre wątki urywają się, a opisy scen są strasznie biedne i poszarpane. Część wydarzeń pozostaje więc niewyjaśniona, a główny bieg wydarzeń wydaje się spłycony do minimum. Bram Stoker to autor “Drakuli”, co zapewne zachęca (w moim przypadku tak było) do sięgania po jego inne dzieła. Ale tej książki nie polecam.

h1

Anita Bean – Żywienie w sporcie. Kompletny przewodnik

December 2, 2014

zywienieOpis:

Żywienie w sporcie jest wyczerpującym podręcznikiem i książką niezbędną każdemu, kogo interesuje zwiększenie wydolności sportowej – własnej lub podopiecznych. Przedmowę do publikacji napisał James Cracknell, międzynarodowej sławy wioślarz odznaczony Orderem Imperium Brytyjskiego, dwukrotny mistrz olimpijski i rekordzista świata. W ostatnim wydaniu (już piątym) Żywienia w sporcie można znaleźć najnowsze informacje, oparte na niedawno ukończonych badaniach. Przewodnik ten napisała jedna z najbardziej szanowanych brytyjskich specjalistek do spraw żywienia w sporcie, a pomoże ci on: zwiększyć wytrzymałość, siłę i wydolność; obliczyć własne zapotrzebowanie kaloryczne, węglowodanowe oraz białkowe; poprawić nawodnienie organizmu i sylwetkę; ocenić i znaleźć odpowiednie suplementy, odżywki i środki podwyższające sprawność organizmu, dające dodatkowe wspomaganie, poprawiające wydolność; stworzyć codzienne plany żywieniowe, dzięki którym (zależnie od twoich potrzeb) stracisz na wadze, zredukujesz tkankę tłuszczową, zyskasz masę mięśniową lub lepiej przygotujesz się do zawodów; znaleźć odpowiedzi na pytania związane z żywieniem sportsmenek, aktywnych ruchowo dzieci oraz sportowców-wegetarian. Anita Bean jest jednym z największych brytyjskich autorytetów do spraw żywienia w sporcie.  

Ocena: 8/10

Rzadko sięgam po tego typu poradniki. Znajomy jednak zachęcił mnie, żebym chociaż ją przejrzał. Skończyło się tym, że przeczytałem ją od deski do deski. Niestety przeczytanie jej raz na pewno nie wystarczy. To prawdziwa instrukcja obsługi własnego odżywiania. Każdy kto chociaż trochę interesuje się sportem powinien do niej zajrzeć. Niestety książka wymaga od nas trochę pracy – przeanalizowania własnej diety, obliczenie paru parametrów, itp. Zaowocuje to jednak naprawdę konkretnymi poradami, które pozwolą (w przeciwieństwie do wszystkich “złotych diet”) poprzez drobne zmiany poprawić nasze samopoczucie, a później osiągi sportowe. Tym razem ograniczyłem się tylko do przeczytania podręcznika, ale myślę, że gdy będę miał już swój egzemplarz to postaram się trochę powalczyć ze swoją dietą. Dzięki tej książce wiem, że warto… Dodatkowo, ostatnie kilkadziesiąt stron książki to propozycje dziennych planów odżywiania skierowane dla konkretnych grup sportowców oraz mnóstwo przepisów na proste potrawy, które wzbogacą nasze nudne codzienne jedzenie.

 

h1

Joanna Sadowska – I jak tu nie biegać!

December 2, 2014

sadowskaOpis (empik.com):

Beata Sadowska, znana dziennikarka, która kiedyś nie znosiła biegać, napisała książkę pełną pozytywnej energii i zachęcającą do tej aktywności. Autorka biegła w 12 maratonach: w Europie, Azji, Ameryce; na ulicach wielkich miast, w górach i po egzotycznej plaży.
Relacja Beaty przeplata się z wypowiedziami Kuby Wiśniewskiego, cenionego trenera biegowego. Nie jest to jednak typowy poradnik – to recepta na lenistwo!
Ta książka łączy pasję, wiedzę i mądrą miłość do biegania.
I jak tu nie biegać!

„Ze wszystkich książek o bieganiu najbardziej lubię nie te o treningu, ale te o motywacji. Powie ktoś: co jeszcze można napisać ciekawego o tym, że fajnie jest biegać? Otóż można bardzo wiele. Przeczytaj książkę Beaty, a dowiesz się, o co naprawdę chodzi w bieganiu. I co tracisz, jeśli jeszcze nie biegasz”.

Marek Tronina, dyrektor Maratonu Warszawskiego

„Książka Beaty Sadowskiej jest po prostu fajna i trzeba ją przeczytać, a nie tylko przebiec… wzrokiem.

To książka dla tych, którzy jeszcze nie zaczęli biegać, i dla tych, którzy biegają. Są tu rady dotyczące biegania i rady dotyczące diety. Podpowiedzi trenera i – jakże mi bliskie – wyznania o niemożności poradzenia sobie ze specjalnym „biegackim” zegarkiem. Są fajne miejsca, które Beata widziała i w których biegała.

Wszystko mi się w tej książce podoba – oprócz sugestii, że bieganie rano jest lepsze niż bieganie wieczorem. Otóż według mnie jest odwrotnie! Ale istnieje tylko jeden sposób, by się o tym przekonać: zacząć biegać. Oczywiście po przeczytaniu tej książki”.

Tomasz Lis, redaktor naczelny „Newsweeka”, maratończyk

„Dzięki lekturze książki Beaty poczułem się, jakbym przebiegł maraton. Nie, wcale nie zmęczony. Naładowany dobrą energią. I postanowiłem dać bieganiu jeszcze jedną szansę. Może wreszcie je polubię?” 

Marcin Prokop, dziennikarz TVN

„Radość biegania – każdy z nas, biegających, odczuwa ją w inny sposób, ale wszyscy wiemy, jak trudno opisać ją słowami. Beacie się udało. Tę książkę można czytać przed bieganiem, w trakcie (czekam na audiobook) lub po treningu. Nie sposób przedawkować. Nic, tylko czytać i biegać!” 

Maciej Kurzajewski, dziennikarz TVP Sport, zdobył Koronę Maratonów Ziemi

„Wreszcie się doczekałem – książki o bieganiu napisanej przez kobietę. I to jakiej książki! To, że autorka biega amatorsko, nie przeszkadza jej w mistrzowskim ukazaniu tego baaardzo szerokiego tematu. Fascynujące ujęcie problemów, z którymi stykają się biegacze, i wciągający styl.
Z serca polecam”.

Jerzy Skarżyński, maratończyk, trener, autor poradników dla biegaczy

Ocena: 7/10

Nie wyprę się tego, że biegam. Dużo biegam. Książkę przeczytałem z przyjemnością. Jest lekka, kolorowa, energetyczna, bez zbędnych mądrości – po prostu fajna. Biegacze nie dowiedzą się zbyt dużo nowego – mimo rad Kuby Wiśniewskiego, które są skierowane raczej dla tych, którzy dopiero zamierzają zacząć. Do mnie najbardziej trafiły opisy maratonów zagranicznych. To pewnie wynika stąd, że oprócz biegania uwielbiam podróżować i strasznie podoba mi się idea łączenia tych dwóch pasji. Rzeczy, które mnie intrygują: czy osoba, która nie biega, sięgnie po taką książkę (żony nie zdołałem przekonać do przeczytania)? czy jeśli już sięgną, to czy po przeczytaniu postanowią spróbować pobiegać? Podejrzewam, że to przecież było zamierzeniem autorki…

h1

Joanna Bator – Japoński wachlarz

December 2, 2014

wachlarzOpis (ze wstępu):

Joanna Bator spędziła dwa lata w Japonii, pracując na jednej z tokijskich uczelni. Dla kulturoznawczyni i filozofki pobyt w tym kraju stał się źródłem nieustannych zadziwień i przemyśleń. Codzienne życie, nawet kiedy jego fragmenty wyglądały całkiem znajomo, zaskakiwało szczegółami i zasadami. Prowokowało do notowania. Wrażenia i refleksje nawarstwiały się w narrację dokumentującą osobiste spotkanie z inną kulturą. Zachwyty i pytania kierowały ku odpowiednim książkom, a te pomagały w lepszym rozumieniu tego innego świata i zarazem inspirująco jego odbiór komplikowały. Prowadziło to ku nowym zachwytom, kolejnym spacerom i wyprawom, ku kolejnym książkom. Tak powstała “jej Japonia”, wachlarz widoków z Krainy Kwitnącej Wiśni.

Dziesięć lat temu trafiłam do kraju, o którym nigdy nie marzyłam i o którym nie wiedziałam wiele. Tamta podróż wydawała się być jednorazową przygodą, piękną, ale nieznaczącą, którą los ofiarował mi na życiowym rozdrożu w jednym z niewiarygodnych zbiegów szczęśliwych okoliczności. Wiem, że z różnych powodów podobna wyprawa już mi się nie przydarzy, dlatego wspominam ją z czułością i nostalgią. Jej zapisem jest Japoński wachlarz, którego nową wersję oddaję Czytelnikom do rąk. Japoński wachlarz. Powroty, przewodnik osobisty i subiektywny, pozostaje tym, czym był od początku: kolekcją obrazków z podróży kreślonych wzorem zuihitsu, czyli “tak, jak pędzel prowadzi”.

Ocena: 8/10

Kultura japońska (jak i inne zresztą) interesuje mnie ze względów “podróżniczych”. Chciałbym kiedyś doświadczyć jej na własnej skórze. Póki co jednak, muszę ograniczyć się do czytania artykułów oraz książek. Dlatego bez wahania sięgnąłem po “Japoński wachlarz”. Książkę przeczytałem z nieustającym zainteresowaniem, ale nie “ciągiem”. Nie czyta się jej bowiem lekko i bez możliwości oderwania. Duża ilość bogatych opisów powoduje, że najlepiej jest książkę sobie dozować. Zwyczaje, obcowanie z różnymi ludźmi, opisy jedzenia, rytuałów, świąt… Mam wrażenie, że ta książka mogłaby być dwa razy grubsza. Zdecydowanie też autorka zachęciła mnie do dalszego poznawania Japonii, która okazała się jeszcze bardziej inna niż się spodziewałem. A kuchnia, przyroda, a nawet zatłoczone Tokio powodują, że jeszcze bardziej żałuję, że to tak odległy kraj.